Siedzisz na sesji. Padło pytanie. I teraz... cisza. Pięć sekund. Dziesięć. Piętnaście. Zaczyna być niezręcznie. Myślisz: „Kurczę, muszę coś powiedzieć. Cokolwiek. Płacę za tę godzinę, a tu siedzę i milczę głupio".
admin
Nie zliczę ile razy na sesji czułam płynące w moją stronę oczekiwanie i nadzieję „może mi powie co najlepiej zrobić, może da mi choć małą podpowiedź”, ile razy słyszałam...
Siadasz na sesji. Masz 60 minut. Opowiadasz o tym, co Cię gryzie, odpowiadasz na pytania, czasem milczysz niezręcznie długo. I potem... spotkanie się kończy.
Nie ma jednej, uniwersalnej definicji- każdy ma swoją własną, unikalną wersję tego stwora, który do tego potrafi mówić różnymi głosami.
„O matko, teraz to straciłem do Ciebie cały szacunek" – usłyszałam kiedyś od kolegi, pół żartem, pół serio, gdy dowiedział się, że jestem coachem.




