Skip to content

Dlaczego nie powiem ci, co zrobić? (choć mogłabym)

Nie ma jednej, uniwersalnej definicji- każdy ma swoją własną, unikalną wersję tego stwora, który do tego potrafi mówić różnymi głosami.

Dlaczego nie powiem ci, co zrobić? (choć mogłabym)

Nie ma jednej, uniwersalnej definicji- każdy ma swoją własną, unikalną wersję tego stwora, który do tego potrafi mówić różnymi głosami.

Pewnie, że bym mogła…ale nie mogę (etyka zawodu to nie przelewki 😉 ) i…nie chcę. I nie dlatego, że wredne ze mnie babsko, czy, że mam frajdę z patrzenia ile czasem kosztuje wysiłku, emocji i trudu spotkanie się ze sobą. Nie dlatego, że nie rozumiem – nie raz, nie dwa zdarza się, że to czym się dzielisz rezonuje ze mną bardziej niż bym chciała, że wpadają myśli typu „borze szumiący, jak ja dobrze wiem o czym Ty mówisz!” czy magiczne coachingowe „też tam byłam” 😉

Wszyscy chcemy gotowca

O ile prościej byłoby mieć kogoś, kto wie lepiej i powie „zrób tak i tak!”. Kogoś kto przyniesie gotowe rozwiązanie na tacy. Tobie zostanie tylko „to zrobić”, nie będzie trzeba wymyślać od zera, czy mierzyć się z myślami -sabotażystami.

Proste. Konkretne. Bez zastanawiania się. Bez ryzyka.

A jeśli się nie uda? To przecież nie Twoja wina. Rada była kiepska. Metoda nie zadziałała. Ten ktoś jednak się nie znał. Jakim komfortem byłoby nie stawać twarzą w twarz z ciężarem decyzji. Nie brać na siebie odpowiedzialności za to, co wybrane – i za to, co nie wybrane i Cię omija. Móc zrzucić „winę” na kogoś innego. Nie ryzykować spotkania z rozczarowaniem, z poczuciem, że sobie nie radzisz… Nieźle brzmi, co?

Ale

Nawet najlepsze gotowe rozwiązanie, które dostajesz od kogoś – nie jest Twoje. To wciąż czyjś pomysł, czyjeś doświadczenie, czyjś sposób, czyjaś perspektywa. Pewnie, że możesz się do tego zastosować. Możesz zrobić dokładnie tak, jak ktoś Ci powiedział. Może się nawet zdarzyć, że to kliknie i zadziała jak szyte na miarę – Twoje własne…ale to siła przypadku, nie reguła.

Bo właśnie o tym mowa – gotowce nie mają takiej siły, jak coś, do czego doszło się samemu. Przypomnij sobie moment, kiedy cały świat mówił jedno, a Ty wiedziałeś co chcesz i to Cię prowadziło – nawet jeśli w opozycji do zdania reszty. Jakie to było uczucie?

A odwrotnie, jak poszedłeś za radą kogoś, nie do końca to czując, z wygody, bo tak łatwiej. Co było na końcu?

Ja nie wiem, jak to pracuje w Tobie

Tak, zdarza mi się pomyśleć: „A może gdyby ugryźć to od tej strony? To mogłoby podziałać.”

Ale zaraz potem pojawia się: to moja myśl. Moje rozwiązanie.

To, co dla mnie było oczywiste, dla Ciebie może być nie do przyjęcia. To, co mnie uwolniło, Ciebie może zablokować. Masz inne wartości, inne lęki, inną historię. Ja to ja. Ty to Ty. Więc nawet jeśli mam pomysł – nie wciskam go.

Odpowiedzialność i tak jest Twoja

Tak, decydowanie to odpowiedzialność. I tak, można się pomylić. Ale wiesz co? I tak będziesz decydować. Nawet jeśli ktoś Ci powie, co masz zrobić – to Ty zdecydujesz, czy to zrobisz. Czy uwierzysz w to na tyle, żeby to przeprowadzić. Czy dasz temu szansę, czy odpuścisz w połowie.

Odpowiedzialność i tak jest Twoja. Zawsze była.

Jedyna różnica jest taka: albo decydujesz świadomie, wiedząc, że to Twój wybór. Albo udajesz, że decyduje ktoś inny, a Ty tylko „próbujesz”.

Mogłabym Ci powiedzieć, co zrobić

Naprawdę, mogłabym. Ale wtedy masz moje rozwiązanie. Nie swoje. A jedyne odpowiedzi, które naprawdę działają – to te Twoje.

P.S. Decyzje to nie wyrok dożywocia. Zawsze możesz wybrać inaczej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podobne artykuły

Co się dzieje, gdy nic się nie dzieje?

Siedzisz na sesji. Padło pytanie. I teraz… cisza. Pięć sekund. Dziesięć. Piętnaście. Zaczyna być niezręcznie. Myślisz: „Kurczę, muszę coś powiedzieć. Cokolwiek. Płacę za tę godzinę, a tu siedzę i milczę głupio”.

Dlaczego nie powiem ci, co zrobić? (choć mogłabym)

Nie zliczę ile razy na sesji czułam płynące w moją stronę oczekiwanie i nadzieję „może mi powie co najlepiej zrobić, może da mi choć małą podpowiedź”, ile razy słyszałam…

Odczarować Coaching

„O matko, teraz to straciłem do Ciebie cały szacunek” – usłyszałam kiedyś od kolegi, pół żartem, pół serio, gdy dowiedział się, że jestem coachem.