Skip to content

Co się dzieje, gdy nic się nie dzieje?

Siedzisz na sesji. Padło pytanie. I teraz… cisza. Pięć sekund. Dziesięć. Piętnaście.

CO SIĘ DZIEJE, GDY NIC SIĘ NIE DZIEJE

Siedzisz na sesji. Padło pytanie. I teraz… cisza. Pięć sekund. Dziesięć. Piętnaście. Zaczyna być niezręcznie. Myślisz: „Kurczę, muszę coś powiedzieć. Cokolwiek. Płacę za tę godzinę, a tu siedzę i milczę głupio”.

Szukasz desperacko czegoś mądrego. Byle tylko wypełnić tę pustkę, która nagle stała się niewygodna i ciężka. Bo cisza? Cisza jest z dupy.

Dlaczego tak bardzo nie lubimy ciszy?

Bo cisza to bezruch, który eksponuje. Jakby siedzieć pod lupą, patrząc jak ktoś czeka, aż w końcu coś z siebie wydusisz. Albo gorzej – jakby zdawać test i wiedzieć, że zaraz oblejesz. Bo jeśli milczysz, to znaczy, że nie wiesz. A jeśli nie wiesz, to po co w ogóle tu jesteś? Albo może boisz się, że w tej ciszy usłyszysz coś, czego nie chcesz usłyszeć. Że jak będzie za cicho, to ten głos w środku – ten, który zwykle zagłuszasz – w końcu się odezwie. I powie coś czego już nie odsłyszysz.

Cisza wszędzie dookoła (czyli nigdzie)

Tak naprawdę uciekamy przed ciszą non stop. Nie tylko na sesjach. Od momentu dźwięku budzika do scrollowania przed snem. Bo co by było, gdyby tak zostać samemu ze sobą? Gdyby przez chwilę nie zapychać głowy, byle odsunąć konfrontację z niewygodnym?

Pewnie wypłynęłyby te pytania, na które nie masz odpowiedzi. Te uczucia, które odkładasz „na później”. Te rzeczy, o których „nie chcesz albo nie masz czasu teraz myśleć”. Tylko że „później” to stan, który się nie kończy. Bo ciszę mega łatwo dzisiaj zagłuszyć.

Okej, ale co się NAPRAWDĘ dzieje w tej ciszy?

Kiedy siedzisz i milczysz, a ja milczę razem z Tobą – właściwie nic się nie dzieje. Ale to pozory.

Bo cisza to nie pustka. To miejsce, gdzie:

Pytanie, które padło, przestaje być tylko pytaniem i zaczyna drążyć

Pierwsza, poprawna odpowiedź („wszystko ok, po prostu nie mój dzień dzisiaj”) odpływa, a pod nią jest coś prawdziwszego („nie chodzi o dzień, chodzi o to, że jest mi…jak?”)

Myśli, które zwykle pędzą w kółko, w końcu się zatrzymują na tyle, żeby je zobaczyć

To, co siedziało w tle, dostaje pozwolenie, żeby w końcu wyleźć na wierzch

Czasem w ciszy nie znajdujesz odpowiedzi. Ale znajdujesz pytanie, które coś w Tobie otwiera, czegoś dotyka.

Kilka minut, które trwają wieczność

Zdarzają się sesje, na których cisza trwa nawet kilka minut. I nieraz wydaje się, że to godzina…i mi i klientowi 😉 Widzę, jak osoba przede mną się z czymś mocuje. Ucieka wzrokiem. Odsuwa ciałem od ekranu. Wzdycha. Milczy. Nie wie co z tym zrobić. Mogłabym coś powiedzieć. Mogłabym „pomóc”, zadać kolejne pytanie, rozładować sytuację. Ale z reguły tego nie robię. Bo wiem, że tam, w tej ciszy, dzieje się coś ważnego. A na końcu – wychodzą słowa. A z nimi widoczne wzruszenie w oczach, czasem ulga, a czasem „tylko głęboki wydech. I zdanie: „Nigdy wcześniej tego głośno nie powiedziałam. Nawet sobie.” To wyszło z ciszy. Nie z gadania.

Nie, nie musisz nic mówić

Cisza to nie oznaka, że jesteś „do bani” w coachingu. To znak, że coś w środku pracuje.

Może szukasz słów, które by pasowały. Może sprawdzasz, co naprawdę czujesz, a nie co „należy” czuć. Może po raz pierwszy od dawna naprawdę siebie słuchasz

I to jest okej. Nie musisz przepraszać za milczenie.

A jak naprawdę nie wiesz, co powiedzieć?

To powiedz to:

„Nie wiem.”
„Zastanawiam się.”
„Coś tu jest, ale nie umiem tego nazwać.”
To wszystko są dobre odpowiedzi.
Nie ma złych – dopóki są Twoje.

Bo czasem najważniejsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy wydaje się, że nic się nie dzieje.

A cisza? Cisza to nie brak słów. To miejsce, w którym słowa mogą w końcu coś znaczyć.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podobne artykuły

Co się dzieje, gdy nic się nie dzieje?

Siedzisz na sesji. Padło pyta…

Odczarować Coaching

„O matko, teraz to straciłe…